Strefa interesów (The Zone of Interest). Reżyseria i scenariusz zainspirowany książką Martina Amisa pod takim samym tytułem – Jonathan Glazer. Zdjęcia – Łukasz Żal.
W rolach głównych: Christian Friedel – Rudolf Höss, komendant obozu koncentracyjnego Auschwitz, Sandra Hüller – Hedwig Höss (jego żona).
Kiedy piszę te słowa, nie odbyła się jeszcze Gala Oscarowa 2024, a Strefa interesów należy do faworytów. Otrzymała pięć nominacji, w tym w najważniejszych kategoriach: najlepszy film i najlepszy film międzynarodowy.
Magnesem są już zdobyte nagrody: Grand Prix w Cannes 2023 i trzy nagrody BAFTA (dla najlepszego filmu brytyjskiego, nieanglojęzycznego i za dźwięk). W sumie Strefa interesów zdobyła dotychczas 57 nominacji! A nominacja to też nagroda.
To niespotykane ukazanie Zagłady – bez obrazów ludobójstwa i rzeczywistości obozowej. Poszczególne sceny rozgrywają się w podgórskim plenerze nad rzeką (Oświęcim leży u ujścia Soły do Wisły); w wypielęgnowanym, przydomowym ogrodzie warzywno-kwiatowym; w wykwintnie urządzonej willi, w której mieszka z żoną i czworgiem dzieci komendant obozu koncentracyjnego Auschwitz. Ta willa stoi do dziś, znajduje się tuż za murem otaczającym dawny obóz. Zdjęcia zrealizowano jednak w innym domu, zaadaptowanym na potrzeby filmowców, ale stojącym także w tej okolicy.
Każdemu, kto interesował się postacią Rudolfa Hössa (ja jestem w tym gronie), nie mieści się w głowie, jak to w ogóle było możliwe, że dobry mąż, czuły i troskliwy ojciec, człowiek, który kochał zwierzęta – był jedną ze sprężyn ludobójstwa. Pozostaje to wciąż nierozwiązaną zagadką.
Wszystkie przytoczone powyżej przymioty Hössa są w filmie zobrazowane. Ujmująca jest scena pożegnania z koniem. Höss objeżdżał codziennie obóz konno. Wprawdzie w filmie nie ma sceny ukazującej przywiązanie Hössa do jego psa, ale skądinąd wiadomo, że drugiego swego czworonoga też darzył wielką miłością.
Bezpośrednie sąsiedztwo willi z obozem uświadamiają rozlegające się w ścieżce dźwiękowej ledwie parę razy krzyki esesmanów; spacerujący na dalekim planie, dwa czy trzy razy, obozowi strażnicy; nieliczne kadry z fragmentami muru obozowego i też nieliczne zdjęcia dymu, unoszącego się nad obozem. Pochodzi on, oczywiście, z kominów krematorium.
Są w tym filmie pokazane sytuacje pozornie niewinne. Młodym widzom słabo znającym historię II wojny światowej, mogą się one nawet wydawać nic nieznaczącymi. A są to bardzo mocne sceny. Aż ciarki przechodzą. Na przykład ta, w której żona Hössa daje swoim polskim służącym – matkom małych dzieci – dziecięce ubranka, żeby się nimi podzieliły. Wkrótce potem następuje sekwencja, w której Hedwiga Höss przymierza szykowne futro. Znajduje w jego kieszeni szminkę, najwyraźniej luksusowego gatunku, i maluje nią sobie usta. Albo dialog w sypialni Hössów. „Ładnie pachniesz” – mówi mąż do żony. „To francuskie perfumy” – słyszy w odpowiedzi.
Jeżeli młody człowiek z pokolenia Z, niemający pojęcia, na czym polegały niemieckie, nazistowskie obozy koncentracyjne, zada sobie pytanie; skąd te wszystkie rzeczy brały się w tym domu – to już będzie pierwszy krok do wiedzy.
Pod koniec filmu pojawią sekwencje nakręcone w Muzeum Auschwitz-Birkenau. Jako pierwsze są pokazane wnętrza komory gazowej i krematorium, a potem słynne gabloty z walizkami i butami po ofiarach. Mówią więcej niż mogłyby wyrazić słowa.
Strefa interesów Jonathana Glazera to arcydzieło!
Strefa interesów zdobyła dwa Oscary – w kategoriach: najlepszy film międzynarodowy i dźwięk.