21 czerwca 2024, na 33. Festiwalu Mozartowskim w Warszawie, odbyło się polskie prawykonanie bodaj najsłynniejszego Requiem w nowym opracowaniu Howarda Armana, opublikowanym przez Carus-Verlag ledwie kilka miesięcy wcześniej.
Jak wiadomo, choćby z filmu Miloša Formana, Mozart zmarł w trakcie komponowania Requiem. Zdążył napisać i całkowicie zinstrumentować Introitus (Requiem aeternam dona eis, Domine/Wieczny odpoczynek racz im dać Panie), Kyrie i częściowo Sekwencję. Wdowa po Mozarcie powierzyła ukończenie dzieła 26-letniemu kompozytorowi Josephowi Eyblerowi, który przyjaźnił się z Mozartem. Eybler przystąpił do pracy, ale ją przerwał i trud dokończenia przejął uczeń Mozarta Franz Xaver Süssmayr.
W uproszczeniu, ów trud polegał na orkiestracji fragmentów rozpoczętych przez Mozarta oraz skomponowaniu od zera muzyki do tych części liturgii, do których Mozart nie zdążył już napisać żadnej nuty.
Requiem d-moll KV 626 jest więc w istocie wspólnym utworem Mozarta, Eyblera i Süssmayra.
Adam Banaszak, który poprowadził polskie prawykonanie najnowszego opracowania Requiem ustalił, że po śmierci Mozarta powstało co najmniej kilkadziesiąt wersji zakończeń Requiem. Gros z nich – w bliskich nam latach XX wieku.
Howard Arman, autor omawianego opracowania, opierając się na szkicu zrobionym ręką Mozarta, nadał inny kształt akompaniamentowi i harmonii w Lacrimosie oraz dokomponował pominięte przez Süssmayra, a planowane przez Mozarta, wieńczące Sekwencję polifoniczne Amen.
Adam Banaszak, któremu muzyka Mozarta jest bliska i dobrze znana, w ciekawym tekście zamieszczonym w programie do koncertu – zapewnia, że Arman podszedł z szacunkiem nie tylko do tego, co skomponował Mozart, ale również do rekonstrukcji Süssmayra.
Requiem w opracowaniu Armana trwa godzinę, plus minus o 7 minut dłużej niż to, które znamy z niezliczonej liczby wykonań i nagrań.
Jestem zwolenniczką organizowania koncertów muzyki sakralnej w świątyniach. Nastrój panujący w ich wnętrzach sprzyja dobremu odbiorowi, jednakże pod warunkiem nienagannej akustyki. Niestety, ta w bazylice św. Krzyża pozostawia wiele do życzenia. Są miejsca, gdzie słychać bardzo źle. Ja akurat siedziałam w części, do której dźwięk dochodził w miarę czysto. Mogłam docenić ładnie zaśpiewane sola śpiewaków. Zachwyciły mnie piania chóru! Ale gdy śpiew z muzyką przechodziły w forte – dźwięki stapiały się w nieczytelną masę. Niemniej, genius loci bazyliki św. Krzyża, w której spoczywa serce Chopina, nie był bez znaczenia dla poczucia uczestnictwa w wyjątkowym wydarzeniu.
Alicja Węgorzewska – dyrektor Warszawskiej Opery Kameralnej – zapowiedziała, że Requiem w opracowaniu Armana powróci na afisz Festiwalu Mozartowskiego w przyszłym roku. Jak można się spodziewać, również w kolejnych latach. Requiem jest nieodłączną pozycją w repertuarze Festiwalu Mozartowskiego w Warszawie od początku jego istnienia. Zawsze wykonywane w piątek. W różnych latach, w różnych kościołach. W tym roku można go było po raz pierwszy posłuchać w dwóch wersjach. 14 czerwca – w tej, którą dotąd znaliśmy, a w tydzień później w nowym, mało jeszcze znanym opracowaniu, bezsprzecznie wartym poznania.
Słowa uznania należą się także zespołowi wydawnictw Warszawskiej Opery Kameralnej za starannie opracowany, bezpłatny program, zawierający wkładkę z łacińskim tekstem mszy żałobnej i jej polskim przekładem.