Podwójne życie – recenzja

Podwójne życie – recenzja

Podwójne życie, najnowszy film francuskiego reżysera i scenarzysty Olivera Assayasa (64-latka) dzieje się w środowisku literackim Paryża. Jednym z bohaterów jest pisarz o nazwisku Spiegel (czyżby to nomen omen?), który czerpie inspirację z własnych doświadczeń erotycznych. Jego podboje dziwią, ponieważ nie wygląda jak Don Juan, wręcz przeciwnie. W dodatku sprawia wrażenie fajtłapy. Gra go Vincent Macaigne. Trudno zgadnąć, czy został on świadomie obsadzony w tej roli, czy po prostu nietrafnie.

Podwójne życie Olviera Assayasa

Na jego spotkania autorskie, co nie dziwi, przychodzą po trzy osoby na krzyż. Żona wydawcy, który nie chce wydrukować najnowszej powieści Spiegla, była niegdyś partnerką tego przeciętnie uzdolnionego pisarza. Nadal czuje do niego miętę i wstawia się za nim do swego obecnego partnera, czyli owego wydawcy. W tej roli Juliette Binoche. Grana przez nią postać jest aktorką serialową, czyli też osobą o niespełnionych ambicjach. Pod koniec filmu pojawia się scena, w której jest mowa o prawdziwej Juliette Binoche. To akurat udany dowcip.

Przeszkadzało mi, że Binoche ma w tym filmie zaniedbaną fryzurę. Może dlatego aktorka parokrotnie pojawia się ekranie w czapce. Kiedy w futrzanej czapce uszatce (w Paryżu chyba nie ma aż tak silnych mrozów) przychodzi na spotkanie towarzyskie do prywatnego mieszkania i przez cały czas siedzi w tej czapie, powstaje niezamierzony efekt komiczny. A scena trwa dość długo.
Podwójne życie, reż. Oliver Assayas
Dużo się w tym filmie mówi, mało dzieje. To nie musiałby być zarzut, gdyby z tych rozmów coś wynikało. Nie wynika. Z ekranu padają znane prawdy. A dotyczą one zmian w obyczajowości wywołanych przez Internet, media społecznościowe, e-booki itp.
Zakończenie, trochę na siłę, to przekaz, że są w życiu wartości, które zawsze będą najważniejsze.
Film trwa prawie 2 godziny. Chyba lepiej przeznaczyć je na co innego.

Fot. Materiał prasowy dystrybutora/Gutek Film

Segregator Aliny Ert-Eberdt

realizacja: estinet.pl