Parasite, reż. Bong Joon-ho – Złota Palma 2019, Złoty Glob i koreański kandydat do Oscara. Nie podzielam zachwytów na tym filmem. Zdumiała mnie opinia Quentina Tarantino, z którym Bong Joon-ho wygrał rywalizację o tegoroczną Złotą Palmę: „Nikt inny nie kręci tak dobrych filmów rozrywkowych jak Bong Joon-ho”. A jeszcze bardziej zdziwiło sformułowanie recenzenta „Polityki”: „Joon-ho Bong w bardzo przyjemny, rozrywkowy sposób buduje piramidę ludzkiego nieszczęścia”. Co za oksymoron!
Nie zgadzam się z pierwszym członem określenia gatunkowego tego filmu: komedia thriller. To, co dzieje się w drugiej części i osiąga apogeum w finale, nie ma nic wspólnego z komedią. To nawet nie thriller a makabra! Ale jak się dowiedziałam, okrucieństwo w kinematografii południowokoreańskiej jest chlebem powszednim.
Reżyser oficjalnie zwrócił się do krytyków i wszystkich, którzy obejrzą ten film, by nie zdradzali fabuły od momentu, kiedy na dobre zawiązuje się akcja. Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak ograniczyć się do stwierdzenia, że Parasite ma drugie dno; jest metaforą. Pasożyt w tytule też jest przenośnią.
Bong Joon-ho ukazuje dwa skrajne światy: bardzo bogatych i bardzo biednych. Motorem akcji jest spryt biednych i naiwność bogatych. Tak sobie południowokoreański reżyser wydumał, tyle że nijak ma się to do rzeczywistości – tak w ojczyźnie twórcy, jak w każdym innym miejscu na świecie.
Czy warto zobaczyć Parasite? Warto zobaczyć Złotą Palmę 2019, by mieć orientację, w jaką stronę zmierza canneński festiwal. Przypomnę trzy ostatnie Złote Palmy: Manbiki Kazoku w reżyserii Japończyka Hirokazu Koreedy (2018), The Square szwedzkiego reżysera Rubena Östlunda (2017) i Ja, Daniel Blake Kena Loacha (2016). A Parasite jako dzieło samoistne? Według mnie to wyjęte z życia 132 minuty. Szkoda czasu.
Fot. materiał prasowy Gutek Film