Notre-Dame płonie – recenzja; reżyseria i współautorstwo scenariusza Jean-Jacques Annaud
Przed obejrzeniem tego filmu usłyszałam opinię, że trudno mówić o napięciu w trakcie oglądania, kiedy nie ma suspensu. Światowe stacje telewizyjne na bieżąco pokazywały migawki z pożaru paryskiej katedry Notre-Dame w kwietniu 2019 r. Wielu z nas śledziło pożar w Internecie. Wiemy, że został ugaszony po 9 godzinach i katedra jest odbudowywana.
(Wiosną 2022 r. rozpoczęła się rekonstrukcja sklepienia nad nawą główną, umacnianie ocalałych sklepień bocznych oraz odtwarzanie więźby dachowej i iglicy. Planuje się, że odbudowa zostanie zakończona pod koniec 2024 r.).
Po zobaczeniu filmu nie podzielam jednak opinii, którą powyżej przytoczyłam. Notre-Dame płonie ma fabułę, która wciąga. Bohaterami są strażacy. Równie ważni są i ci, którzy kierowali akcją gaszenia, jak i ci, którzy bezpośrednio walczyli z ogniem. W tej drugiej grupie dominowali młodzi ludzie – mężczyźni i kobiety. W miarę oglądania rośnie ciekawość z czym się to dla nich wiązało i czym skutkowało. Uwagę angażują też wiarygodnie pokazane przeżycia dyrektora katedry, którego wybuch pożaru zastał w Wersalu, tj. ok. 20 km od centrum Paryża. Tylko on jeden miał klucz do pomieszczenia, w którym znajdowały się Korona Cierniowa i inne relikwie związane z Męką Pańską. (Z ekranu pada nieznana powszechnie informacja, w jaki sposób Francja weszła w ich posiadanie).
Kilkakrotnie pojawia się na ekranie Emmanuel Macron, który był w tym czasie zaabsorbowany protestami „żółtych kamizelek”. Reakcja prezydenta Francji budzi również ciekawość, mimo że pewne sceny z jego udziałem dokręcono na planie filmowym (takie przynajmniej odniosłam wrażenie).
Notre-Dame płonie zawiera fragmenty filmów, nakręconych komórkami przez paryżan. Producenci przed rozpoczęciem realizacji zwrócili się do świadków pożaru o nadsyłanie ich prywatnych nagrań. Otrzymali kilka tysięcy relacji. Wybrane, zręcznie wmontowane w materiał nakręcony na planie, są mocną stroną dramaturgii. Świadomość, że tak to naprawdę wyglądało ma ogromną siłę oddziaływania.
Zapadają w pamięć znakomite ujęcia maszkaronów na tle rozszalałego żywiołu ognia oraz kadr, w którym kropla wody spływa jak łza po twarzy figury Matki Boskiej. I nie ma w tym nic a nic ze ckliwości. Nie podoba mi się tylko jedna z końcowych scen z udziałem kilkuletniej dziewczynki. Tu reżyser, jak dla mnie, przesłodził. Scena ta nawiązuje do jednej z początkowych, z którą tworzą klamrę scenariusza. W moim odczuciu, zbyteczną dla wymowy tego filmu.
Jean-Jacques Annaud nie odpowiada na pytanie, co było przyczyną pożaru katedry Notre-Dame, ale spekuluje, jak mogło do niego dojść. Pokazuje, jak ważne są dla wierzących relikwie i jak bardzo do tej katedry przywiązani są Francuzi. Wiele scen ściska za gardło. To hołd strażakom oraz pochwała ludzkiej dzielności.