Na rauszu Teatr Polonia

Na rauszu Teatr Polonia

Thomas Vinterberg, Tobias Lindholm Na rauszu. Adaptacja sceniczna Claus Flygare.
Teatr Polonia w Warszawie. Reżyseria – Marcin Hycnar. Występują: Marcin Hycnar, Adam Krawczuk, Marcin Perchuć, Maciej Wierzbicki. Premiera 29 grudnia 2023.

Dla tych, którzy nie oglądali oscarowego filmu Thomasa Vinterberga pod tym samym tytułem – zarys jego fabuły poniżej.

Czterej nauczyciele z tej samej szkoły średniej, decydują się sprawdzić na sobie teorię norweskiego psychiatry i psychoterapeuty Finna Skårderuda, według której do sprawnego funkcjonowania organizmu człowieka, a zwłaszcza jego intelektu, niezbędne jest pół promila alkoholu we krwi. (Notabene, w 2023 r. Skårderud został skreślony z rejestru lekarzy przez Norweską Radę Nadzoru Zdrowia).
Mężczyźni przystępują do eksperymentu z zacięciem naukowym. Zapisują swoje spostrzeżenia, które na początku wydają się potwierdzać teorię Skårderuda. Prowadzone przez nich lekcje «pod wpływem» zachwycają uczniów, którzy przedtem skarżyli się na nudę. Przeświadczeni o słuszności owej teorii nauczyciele, sukcesywnie zwiększają dawkę…

Na rauszu Teatr Polonia w Warszawie. Aktorzy teatru Montownia i Marcin Hycnar. Fot. Robert Jaworski

Na rauszu Teatr Polonia w Warszawie. Od lewej Marcin Perchuć, Marcin Hycnar, Maciej Wierzbicki, Adam Krawczuk. Fot. Robert Jaworski

Adaptacja scenariusza filmowego na sztukę teatralną siłą rzeczy nie mogła objąć wszystkich najlepszych scen z obsypanego nagrodami filmu Vinterberga. Niemniej, jest udana. Przesłanie pozostaje takie samo. To głos przeciwko alkoholizmowi. Kto wie, czy nie miał znaczenia fakt, że autorem adaptacji jest rodak reżysera – duński aktor Claus Flygare. Ale mam zastrzeżenia do polskiego przekładu Jacka Telengi – nurtuje mnie, czy oryginalny duński tekst też jest tak naszpikowany wulgaryzmami? Mam wrażenie, że w filmie w ogóle ich nie było. W każdym razie, nie przypominam sobie, żeby pojawiały się w napisach. Mogę zgodzić się z tym, że po pijanemu mówi się, co ślina na język przyniesie, ale jak dla mnie, jest tych słów-przecinków w polskim tłumaczeniu za dużo.

Ukłonem w stronę polskiego widza jest dodana przez tłumacza sekwencja poświęcona żubrówce. Zdaje się, że chodziło o to, żeby zrobiło się swojsko. Według mnie, tłumacz jednak „przefajnował”.
Natomiast trafionym rozwiązaniem inscenizacyjnym są sceny lekcji, w których trzej aktorzy tej czteroosobowej sztuki, grają w tych sekwencjach uczniów. Podoba mi się też przedstawienie wątku sypiącego się małżeństwa jednego z bohaterów za pomocą rozmów telefonicznych. Głosu żonie użyczyła Maria Seweryn.

Przedstawienie parę razy staje się rodzajem happeningu, w którym aktorzy zwracają się do publiczności z pytaniami. Spektakl zaczyna się od takiej właśnie sceny. Kiedy Marcin Hycnar wychodzi na widownię z foyer i prosi publiczność o wyłączenie telefonów, po czym zadaje pytania związane z tematem podejmowanym przez Na rauszu – nie wiadomo, czy robi to jako reżyser tej inscenizacji i jeden z grających w niej aktorów, czy już jest w roli. Może się to podobać lub nie, ale trzeba przyznać, że jest to skuteczny sposób na wyostrzenie uwagi widza.

Na rauszu. Teatr  Polonia. Fot. Robert Jaworski

Adaptacja scenariusza filmowego na sztukę teatralną, mimo ograniczeń inscenizacyjnych, udała się.  Fot. Robert Jaworski
Na pochwałę zasługuje choreografia, którą stworzyła Anna Hop. Mam na myśli, nie tylko scenę finałową, która była niewątpliwie wyzwaniem. Tańczący w filmie świetny Mads Mikkelsen zapadł w pamięć niejednemu widzowi. Ta sekwencja przeszła już do historii kina. Nieduża scena w teatrze Polonia nie dawała nawet w połowie takich możliwości jak plener filmowy, a jednak finałowy taniec (do tej samej co w filmie piosenki What a life z repertuaru duńskiego tria Scarlet Pleasure, znanej też z wcześniejszej, włoskiej wersji Bella Ciao) wypadł dobrze. Poza tym choreografka wymyśliła grę w piłkę ręczną, którą aktorzy przerzucają nad głowami widzów. Przypuszczam, że do ich poruszania się w scenach alkoholowych libacji też ona przyłożyła rękę.

Aktorom Teatru Montownia, tym razem bez Rafała Rutkowskiego, którego – jeśli można tak powiedzieć – zastąpił reżyser przedstawienia, nie mam nic do zarzucenia. Dobrze grają! Gdybym nie widziała filmu, zapewne Na rauszu w teatrze Polonia zrobiłoby na mnie większe wrażenie. Ale mając punkt odniesienia stwierdzam, że film jest mocniejszy.

Na rauszu, reż. Thomas Vinterberg – recenzja  

Segregator Aliny Ert-Eberdt

realizacja: estinet.pl