Midsommar. W biały dzień – recenzja

Midsommar. W biały dzień – recenzja

Midsommar. W biały dzień – recenzja. Fot. materiał prasowy Gutek Film

Kadr z filmu; taki obrazek podczas Midsommar w Szwecji można zobaczyć w rzeczywistości
Midsommar. W biały dzień (w oryginale bez podtytułu) wyreżyserował wg własnego scenariusza Amerykanin Ari Aster. Midsommar, tak jak obsypany nagrodami debiut Astera – Hereditary, jest horrorem. Dla tych, którzy lubią bać się w kinie, będzie to zachętą. Ja do nich nie należę, ale przyciągnęło mnie tytułowe Midsommar, czyli obchodzone w całej Skandynawii przesilenie letnie.

Najkrótsza noc w roku pod tą szerokością geograficzną jest białą nocą; słońce zachodzi zaledwie na 2 godziny.
Midsommar – będące świętem ognia i wody, słońca i księżyca, urodzaju i płodności, radości i miłości – jest celebrowane w prawie każdej większej skandynawskiej miejscowości. Widziałam jak ono przebiega na szwedzkim półwyspie Sundsveden. Nieodzownym elementem jest kilkunastometrowy, umajony słup z dwoma kołami na szczycie, symbolizujący męski narząd rozrodczy, czyli płodność i urodzajność. Cała Szwecja po Midsommar jest pełna takich słupów. Ich wysokość i dekoracja zależą od fantazji lokalnej społeczności.
Po południu na plac, na którym leżał przystrojony pal, przybyli mieszkańcy. Postawienie takiego „kolosa” jest odrębnym widowiskiem. Gdy wreszcie stanął, wszyscy chwycili się za ręce, zaczęli tańczyć i śpiewać. Dorośli bawili się jak dzieci. Potem większość poszła do miejscowej świetlicy na kawę i ciasto.
Właściwe świętowanie zaczyna się dopiero po godz. 20. Midsomnar jest jedynym dniem w roku, w którym w Szwecji nie obowiązuje prohibicja. Nie trzeba chyba dodawać, czym to skutkuje, ale to już inna para kaloszy.

Ari Aster, okrzyknięty przez krytykę wizjonerem współczesnego kina, uznał obrzędy Midsommar za odpowiednią kanwę dla swego nowego horroru. Akcję umieścił w odciętej od świata skandynawskiej osadzie, zamieszkałej przez społeczność przypominającą sektę. Grupa młodych Amerykanów na zaproszenie pochodzącego z tych stron kolegi, przyjeżdża tu razem z nim zobaczyć, jak świętuje się Midsommar. Pikanterii ma dodawać fakt, że w tym roku będzie ono celebrowane w sposób dozwolony jedynie co 90 lat.

Bujna wyobraźnia może prowadzić też na manowce. W Midsommar mamy właśnie z takim wypadkiem do czynienia. To, co sobie wydumał Ari Aster powoduje, że widzom włosy stają dęba. Wielokrotnie odwracałam oczy od ekranu. Makabra, którą serwuje reżyser, przechodzi wyobrażenia człowieka o zdrowych zmysłach. A najbardziej przerażające jest to, iż wszystkie te barbarzyństwa sprawiają, że główna bohaterka uwalnia się od traumy, z którą tu przyjechała.

Operatorem Midsommar był urodzony we Włocławku Paweł Pogorzelski. Jako dwulatek wyjechał z rodzicami do Montrealu, gdzie zdobył dyplom z komunikacji medialnej. Obecnie mieszka w Los Angeles. Muszę przyznać, że zdjęcia są piękne, ale cena jaką trzeba zapłacić za ich oglądanie, czyli wytrzymanie drastycznych scen, jest za wysoka.
Midsommar. W biały dzień dostarczy materiału do przemyśleń psychologom, psychiatrom czy socjologom, natomiast ci, którzy nie muszą zajmować się zawodowo wynaturzeniami, mogą go odpuścić.

Fot. materiał dystrybutora/Gutek Film

Midsommar. W biały dzień plakat filmu

Bo się boi – recenzja filmu Ariego Astera z 2023 r. z Joaquinem Phoenixem

Segregator Aliny Ert-Eberdt

realizacja: estinet.pl