VI Międzynarodowy Festiwal Europy Środkowo-Wschodniej Eufonie
Elīna Garanča, Orkiestra Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, Karel Mark Chichon – dyrygent
Teatr Wielki – Opera Narodowa, 15 listopada 2024
Recital Elīny Garančy w Warszawie oficjalnie zainaugurował Eufonie 2024. Z powitalnego wprowadzenia Piotra Kasnowolskiego (częstego gospodarza inauguracji i finałów prestiżowych festiwali odbywających się w Warszawie) dowiedzieliśmy się, że Garanča wykona po raz pierwszy na estradzie Kołysankę Julii „Synáčku, můj květe” z III aktu opery Antonína Dvořáka Jakobin, a drugim rarytasem będą obie wersje przesławnej Habanery z Carmen Bizeta. Pierwsza wersja tej arii, na prośbę śpiewaczki z prapremierowej obsady, została dostosowana do ograniczonych możliwości jej głosu…
Występ Elīny Garančy składał się (jak to zazwyczaj bywa podczas recitali gwiazd operowych) z przeplatających się ze sobą utworów wokalnych z instrumentalnymi. Rozpoczęła go uwertura do opery Armida Dvořáka, która bezpośrednio poprzedziła zapowiedziany debiut Garančy w Kołysance tego kompozytora.
Uroczym przerywnikiem instrumentalnym była Medytacja z II aktu Thaïs Jules’a Masseneta, w której partię solową skrzypiec pięknie zagrał Stanisław Tomanek – pierwszy koncertmistrz orkiestry Teatru Wielkiego – Opery Narodowej. W moim odbiorze, orkiestra pod batutą Karela Marka Chichona brzmiała czarownie we wszystkich utworach.
W pierwszej części koncertu, którą określiłabym jako spokojną, wręcz stonowaną, co podkreślała też pastelowa, srebrzystoszara suknia śpiewaczki, Garanča zaśpiewała jeszcze arię Dalili „Mon coeur s’ouvre à ta voix” z Samsona i Dalili Camille’a Saint-Saënsa i Cavatinę Balkis „Plus grand, dans son obscurité” z III aktu Królowej Saby Charles’a Gounoda.
Drugą część rozpoczęły trzy pasodoble trzech hiszpańskich kompozytorów, a zwieńczyły fragmenty Carmen Bizeta obejmujące, rzecz jasna, wszystkie przebojowe arie Carmen – popisowej roli Garančy.
Do drugiej części występu, ukazującej zupełnie inne oblicze tej śpiewaczki – artystki z temperamentem – Garanča zmieniła suknię na krwistoczerwoną i dołożyła do interpretacji wokalnej elementy gry aktorskiej. W zaśpiewanej na koniec tej sekwencji recitalu Pieśni cygańskiej „Les tringles des sisters” prawie tańczyła. Z utworu na utwór atmosfera i na estradzie, i na widowni stawała się coraz bardziej ognista. Brawa z arii na arię były coraz rzęsistsze. Nie obyło się bez bisów. Na ostatni Garanča wybrała zawsze chętnie słuchaną, zarówno w interpretacji wykonawców muzyki rozrywkowej, jak i śpiewaków operowych – wiecznie zieloną Granadę Agustína Lary.
Był to koncert z gatunku tych, których się nie zapomina.