Dydona i Eneasz w Warszawskiej Operze Kameralnej – recenzja
Realizatorzy przenieśli akcję w lata 60. XX wieku, co widz natychmiast rozpoznaje po kostiumach. Tomasz Cyz – reżyser i inscenizator Dydony i Eneasza Henry’ego Purcella w Warszawskiej Operze Kameralnej rozpoczął przedstawienie od sceny, której nie ma w partyturze ani w przypisywanemu tej operze prologowi. Trzeba tu doprecyzować: w materiałach, które się zachowały. Przyjmuje się że, prapremiera Dydony i Eneasza odbyła się w 1689 roku, ale są przesłanki, że mogło to być wcześniej. Najstarsza, odnaleziona partytura pochodzi z 2. połowy XVIII wieku i nie ma pewności, czy jest tożsama z oryginałem. Gwoli przypomnienia, libretto napisane w XVII w. przez Nahuma Tate’a – angielskiego poetę z irlandzkimi korzeniami jest osnute na fragmentach Eneidy Wergiliusza.
Znajomi miłośnicy oper barokowych kręcili nosem na uwspółcześnioną inscenizację. A jeszcze bardziej wybrzydzali na wstawkę, którą są inne utwory Purcella (Music for a While i The Cold Song). Posłużyły one reżyserowi do zawiązania akcji. Tomaszowi Cyzowi brakowało sceny, w której Dydona i Eneasz poznają się i zakochują w sobie. W libretcie nie ma o tym mowy. Cyz wypełnił tę lukę i ja to kupuję. Przeniesienie akcji w bliskie nam czasy nie zmienia historii, którą opowiada libretto. Wprost przeciwnie, czyni tę opowieść bardziej zrozumiałą, zwłaszcza dla widzów, którzy nie są jeszcze za pan brat z operą barokową. Dla nich, w klasycznym wystawieniu może nie być jasne, dlaczego Dydona zrywa z Eneaszem, którego kocha z wzajemnością i z jakiego właściwie powodu musi umrzeć.
Wystylizowanie królowej Dydony na młodą Elżbietę II nie wzięło się znikąd. Tomasz Cyz ujawnił, że pierwszy dzień prób reżyserskich zbiegł się ze śmiercią Elżbiety II. Dla tego reżysera to, jak treść przedstawienia współbrzmi z tym, co się dzieje tu i teraz, ma znaczenie. Mówi o tym w wywiadzie zamieszczonym w towarzyszącej przedstawieniu broszurze.
Wszystkie kostiumy damskie są bardzo kobiece. Ich urok w tym spektaklu polega także na tym, że idealnie leżą. Widać, że są doskonale skrojone i uszyte. Sprawiają, że nie tylko słucha się śpiewaczek, ale również z przyjemnością na nie patrzy.
Projektantką kostiumów oraz dobrze dobranych do nich dekoracji i rekwizytów jest Natalia Kitamikado, która poznawała sztukę scenografii u boku Borisa Kudlički.
Kierownictwo muzyczne objął Dirk Vermeulen – uznany belgijski dyrygent, który uczył się od Fransa Brüggena (wybitnego znawcy muzyki baroku). W tym miejscu należą się też słowa uznania dla Alicji Węgorzewskiej, dyrektor Warszawskiej Opery Kameralnej, która do każdej premiery pozyskuje nowych, utalentowanych twórców, co skutkuje wysokim poziomem.
Przedstawienie ma dwie obsady. Ja w rolach tytułowych widziałam Margaritę Slepakovą i Artura Jandę, a w partii Czarownicy Wandę Franek.
Margarita Slepakova – nieznana mi dotąd absolwentka cenionej, szwajcarskiej Scholi Cantorum Basiliensis, zrobiła na mnie dobre wrażenie. Znajomi, którzy słyszeli w partii Dydony niejedną świetną śpiewaczkę – czuli niedosyt po Lamencie Dydony w interpretacji Slepakovej. Ale nie można tej młodej jeszcze śpiewaczce odmówić potencjału, i to nie tylko wokalnego, ma ona również świetną aparycję, więc wszystko dopiero przed nią.
Artur Janda – magnes w obsadzie każdej opery (myślę, że nie tylko dla mnie) przyznał się do wątpliwości, które miał w związku z obsadzeniem go w partii Eneasza, niepokrywającej się w paru miejscach, jak on twierdzi, z jego tessiturą. Chyba był zbyt samokrytyczny, bo w jego śpiewie nie było tego słychać. To jego kolejna dobra rola.
Wanda Franek mnie zachwyciła. Stworzyła wokalno-aktorską kreację, której nie zapomnę.
Reżyseria, a co za tym idzie gra aktorska również trafiają w mój gust. Przede wszystkim ujęła mnie subtelność z jaką jest pokazane uczucie łączące Dydonę i Eneasza.
Dydona i Eneasz znajduje się obecnie w repertuarze dwóch warszawskich teatrów operowych. Jest więc okazja do ciekawych porównań, bo przestawienie w Polskiej Operze Królewskiej jest w stu procentach tradycyjne.
Premiera Dydony i Eneasza w Warszawskiej Operze Kameralnej zainaugurowała XI Festiwal Oper Barokowych na tej scenie (7 października – 27 listopada 2022)
Dydona i Eneasz w Polskiej Operze Królewskiej – premiera 26 października 2019