Dolce vita Teatr Współczesny – recenzja

Dolce vita Teatr Współczesny – recenzja

Julia Holewińska, Kuba Kowalski Dolce vita, Teatr Współczesny w Warszawie, reż. Marcin Hycnar.
Premiera 20 maja 2023 na Scenie w Baraku.

Sztuka tandemu autorskiego Julia Holewińska i Kuba Kowalski bierze pod lupę figurę Piotrusia Pana naszych czasów. W moim odbiorze to także satyra na styl życia współczesnych, warszawskich hipsterów. Tytuł jak najbardziej ma się kojarzyć z filmem Felliniego. Autorzy oficjalnie przyznają się, że inspirowali się arcydziełem włoskiego reżysera, ale nie tylko nim, również Kartoteką Tadeusza Różewicza i Skowytem Allena Ginsberga.

Wszystkie trzy dzieła powstały ponad 60 lat temu. Holewińska i Kowalski adaptowali wybrane przez siebie sytuacje do realiów Warszawy roku 2023 i zręcznie ułożyli je w wartką, wciągającą historię. Pierwsza scena w ich Dolce vita to prawie dosłowny cytat z dramatu Różewicza. Główny bohater, plus minus trzydziestolatek, leżąc w łóżku przygląda się swojej ręce, jakby widział ją pierwszy raz w życiu, tak jak to robią niemowlęta. Podobnie jak w Kartotece, odwiedzają go rodzice, którzy prześcigają się w robieniu mu wymówek. A potem zaczynają się ze sobą kłócić. Dialogi, które napisali dla nich Holewińska z Kowalskim, celnie nawiązują do «tu i teraz». W samej warstwie tekstowej są przednie, a w wyśmienitej interpretacji Joanny JeżewskiejLeona Charewicza brzmią jeszcze lepiej.
Głównego bohatera, który ma na imię Marcello (tak samo jak bohater, a zarazem grający go u Felliniego aktor) odwiedzają znajome i znajomi. Cała sztuka to ciąg kapitalnych scenek, dynamicznie się zmieniających. Większość ukazuje niedorzeczności, które są wokół nas. Prześmieszne, a zarazem skłaniające do otrzeźwienia są sceny przedstawiające uzależnienie od smartfonów, portali społecznościowych, suplementów diety itp., itd.
Dolce vita Teatr Współczesny – recenzja. Na zdjęciu Katarzyna Dąbrowska i Filip Kowalczyk. Fot. Krzysztof Bieliński

Katarzyna Dąbrowska w jednej z swoich licznych metamorfoz w Dolce vita i Filip Kowalczyk. Fot. Krzysztof Bieliński
Dolce vita Teatr Współczesny w Warszawie – recenzja. Na zdjęciu obsada w komplecie. Fot. Krzysztof Bieliński

Obsada Dolce vita prawie w komplecie. W pierwszym rzędzie od lewej Filip Kowalczyk, Monika Pawlicka, Iga Szubelak; w drugim od lewej Katarzyna Dąbrowska, Joanna Jeżewska; w trzecim – Mariusz Ostrowski, Marcin Bubółka, Szymon Roszak. Fot. Krzysztof Bieliński
Wszystkie sceny są arcydziełkami sztuki aktorskiej. Oprócz odtwórcy Marcella (w tej roli młody, według mnie za młody do niej, Filip Kowalczyk), każde z siedmiorga pozostałych aktorów gra po kilka postaci. Muszą się błyskawicznie przebierać, zmieniać fryzury albo peruki, a przede wszystkim przeistaczać się w coraz to inne osoby różniące się i wyglądem, i temperamentem. Udaje się to całej siódemce znakomicie. Wspomniani już Jeżewska i Charewicz, Katarzyna Dąbrowska, Mariusz Ostrowski, jak również aktorzy młodej generacji: Marcin Bubółka, Szymon Roszak, Monika Pawlicka i starająca się im dorównać debiutantka, jeszcze studentka Iga Szubelak stworzyli wyraziste, zapadające w pamięć postacie.

Zapewne niemała w tym zasługa reżysera Marcina Hycnara, również świetnego aktora, który coraz częściej, i z sukcesami staje po drugiej stronie rampy oraz Anny Hop – zdolnej tancerki i choreografki z Polskiego Baletu Narodowego, która miała pieczę nad ruchem scenicznym.

Na pochwałę zasługuje też Martyna Kander, która na maleńkiej Scenie w Baraku stworzyła udaną, wielofunkcyjną scenografię, przypominającą znajdujący się w pobliżu Współczesnego pl. Zbawiciela (ulubione miejsce spotkań warszawskich hipsterów). Za pomocą paru klap lub świateł główna część w okamgnieniu przemienia się w inne struktury, na przykład w ścianę w sypialni lub ekran telewizora plazmowego.

Muzyki Mateusza Dębskiego nie zapamiętałam, co – jak twierdzą niektórzy – jest dowodem na to że, nie przeszkadza. Innymi słowy, pasuje jak ulał. Natomiast pamiętam Lambadę, którą w aranżacji Dębskiego na głosy, wykonał cały zespół aktorski. Wysłuchałam tej interpretacji z dużą przyjemnością.

Segregator Aliny Ert-Eberdt

realizacja: estinet.pl