Cud, że jeszcze żyjemy Teatr Współczesny w Warszawie

Cud, że jeszcze żyjemy Teatr Współczesny w Warszawie

Thornton Wilder Cud, że jeszcze żyjemy
Reżyseria – Marcin Hycnar
W rolach głównych: Barbara Wypych, Joanna Jeżewska, Mariusz Jakus, Przemysław Kowalski, Monika Pawlicka
Premiera w Teatrze Współczesnym w Warszawie 5 grudnia 2024

Na pierwszą premierę nowi dyrektorzy Teatru Współczesnego w Warszawie – Wojciech Malajkat i Marcin Hycnar – wybrali napisaną w 1942 roku i nagrodzoną Pulitzerem sztukę czołowego, amerykańskiego pisarza i dramaturga minionego stulecia. Jej oryginalny tytuł The Skin of Our Teeth jest idiomem odpowiadającym polskiemu powiedzeniu: o mały włos. Porzednio na afiszu w Polsce pojawiła się ona w 1956 roku pod tytułem Niewiele brakowało. Współczesny wystawia ją teraz w nowym tłumaczeniu i pod zmienionym tytułem, który w istocie oznacza to samo co w oryginale i w pierwszym polskim przekładzie, ale precyzyjniej oddaje treść tej sztuki.

Cud, że jeszcze żyjemy w Teatrze Współczesnym w Warszawie. Mariusz Jakus i Barbara Wypych. Fot. Anna Orzyłowska

Cud, że jeszcze żyjemy w Teatrze Współczesnym w Warszawie.
Mariusz Jakus i Barbara Wypych. Fot. Anna Orzyłowska
Autorem nowego przekładu jest Bartosz Wierzbięta – spec od dialogów w polskich wersjach kasowych filmów animowanych. To on tak kapitalnie przetłumaczył dialogi w Shreku. W Cudzie, że jeszcze żyjemy usłyszymy liczne odwołania do naszej rzeczywistości. Na przykład, gdy mowa o zarazie, ze sceny pada CoViD 19. Wbrew pozorom nie ma w tym naciągania. Thornton Wilder potraktował bowiem czas w tej sztuce umownie i niewymiernie. Fabuła obejmuje kilka tysięcy lat, a główni bohaterowie – czteroosobowa rodzina; rodzice z dwojgiem dorastających dzieci i ich pokojówka – symbolizują ludzkość we wszystkich epokach jej istnienia. W każdej pozostają przeciętnymi Amerykanami. Raz po raz ocierają się o zagładę. Grożą im żywioły naturalne i żywioły wojny.

Szczęśliwie, udaje się im ocaleć z kolejnych opałów i rozpoczynać życie na nowo.
(Thornton Wilder napisał tę sztukę wkrótce po ataku Japończyków na Pearl Harbor, który wciągnął Amerykanów do II wojny światowej, co sporo dopowiada).

Epoki z dziejów ludzkości w toku akcji mieszają się, co utrudnia klarowną inscenizację tego dramatu. We Współczesnym wyszła ona całkiem zrozumiale. Spektakl składa się z trzech części i choć trwa bite trzy godziny z dwoma przerwami – nie dłuży się. (Przynajmniej mnie się nie dłużył). Każda z części trwa, plus minus, 45 minut, raptem tyle, co godzina lekcyjna. Każda ma inną dramaturgię, inną scenografię i inne kostiumy.

Obsada Cudu, że jeszcze żyjemy prawie w komplecie. Fot. Anna Orzyłowska

 

Ożywiający okazał się zabieg inscenizacyjny, polegający na tym, że aktorzy po parę razy pozornie wychodzą ze swoich ról. Grają, że nie grają. Zwracają się ze sceny do widzów niby-prywatnie, a nie jako postacie z tej sztuki. Przedstawienie na moment zatrzymuje się, by wyostrzyć uwagę publiczności przed mającą nastąpić za chwilę sceną.
Z obsady aktorskiej, właśnie dzięki temu zabiegowi, na czoło wysuwa się grająca pokojówkę Barbara Wypych, która najczęściej zwraca się do publiczności, stając się osobą prowadzącą spektakl. I robi to dobrze.
Głównych ról jest pięć, pozostałych ośmioro aktorów w każdej z trzech części gra inną, większą lub mniejszą rolę. Mocno zapada w pamięć wróżka grana przez Agnieszkę Suchorę.
W nagraniach wideo, poprzedzających każdą z trzech części przedstawiania, pojawia się Wojciech Malajkat jako prezenter programu informacyjnego. Czyta wiadomości związane z tym, co będziemy za chwilę oglądać na scenie. Przedstawia je ni to serio, ni to z przymrużeniem oka. I jest w tym świetny!

Segregator Aliny Ert-Eberdt

realizacja: estinet.pl