Chorus Opera – recenzja

Chorus Opera – recenzja

Chorus Opera – recenzja. Premiera w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie 7 października 2022.

To pomysł Patricka Fournilliera – dyrektora muzycznego Teatru Wielkiego – Opery Narodowej. Program Chorus opera obejmuje 14 znanych i zawsze chętnie słuchanych partii chóralnych. Dwanaście pochodzi z oper, dwie z dzieł kantatowo-oratoryjnych. Przedstawienie rozpoczyna Fortuna, władczyni świataCarmina burana Carla Orffa, a kończy (nie licząc bisów) Mazur ze Strasznego dworu Stanisława Moniuszki.
Nie jest to koncert, a pełnokrwiste przedstawienie. Chórzyści wychodzą na scenę w kostiumach, przebierając się do każdego numeru. Między kolejnymi utworami nie ma żadnych przerw. Specjalnie zaprojektowane kostiumy umożliwiają zmianę strojów na scenie (przez zrzucenie płaszczy, nałożenie nakryć głowy czy wzięcie do rąk wachlarzy), a kiedy zmiana kostiumów wymaga wyjścia za kulisy, orkiestra gra intermezzo.

Chorus Opera – recenzja. Premiera w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie 7 października 2022. Fot. Krzysztof Bieliński

Chór Teatru Wielkiego – Opery Narodowej tworzy ponad osiemdziesięcioro śpiewaków: 26 sopranów, 20 altów, 18 tenorów i 18 basów. Fot. Krzysztof Bieliński
Chorus Opera – recenzja. Przedstawienie operowe wg pomysłu Patricka Fournilliera – dyrektora muzycznego Teatru Wielkiego – Opery Narodowej. Fot. Kszysztof Bieliński

W inscenizacji Chóru CyganówTrubadura realizatorzy zaszaleli, dodając do kolorowych kostiumów i świateł świecące młoty. Fot. Krzysztof Bieliński

Puszczając wodze wyobraźni, można śledzić w Chorus Operze nową opowieść. Wyreżyserował ją Jere Erkkilä – fiński reżyser, wcześniej śpiewak (tenor) i tancerz związany z Fińską Operą Narodową w Helsinkach, gdzie przed laty zrealizował podobne przedstawienie, również z Patrickiem Fournillerem, który był wówczas dyrektorem muzycznym opery helsińskiej. Różnica między tamtym spektaklem, a tym zrealizowanym teraz w Warszawie polega na tym, że w Helsinkach pieśniom chóralnym z oper należących do repertuaru światowego towarzyszyły utwory kompozytorów fińskich, a w Warszawie są to kompozycje Moniuszki, Szymanowskiego i Pendereckiego. I jeszcze signum temporis – w Finlandii były też słynne chóry z oper rosyjskich, a zatem wykonawcy helsińskiej Chorus Opery śpiewali w pięciu językach – włoskim, francuskim, niemieckim, rosyjskim i fińskim, a w Warszawie z wiadomego powodu – tylko w trzech pierwszych i w polskim. Fakt, że wykonawcy Chorus Opery muszą z minuty na minutę przestawiać się z jednego języka na drugi, czyli na zupełnie inne intonację i artykulację; z Orffa na Pucciniego, z Verdiego na Bizeta, z Mascagniniego na Wagnera itd. – świadczy o wyzwaniu przed jakim stanęli.
Partick Fournillier zastrzegał się w przedpremierowych wypowiedziach, że nie chodziło mu o postawianie chórowi trudnych zadań „dla samego napawania się ich trudnością”. Za pomysłem tego przedstawienia stała jego wiara w umiejętności Chóru Teatru Wielkiego – Opery Narodowej oraz chęć, by to przedstawienie stało się wizytówką «tego teatru» i artystów «tego chóru». Spektaklem, który będzie można zobaczyć tylko w warszawskiej Operze Narodowej. Fournillier pilnował każdego szczegółu również w sferze inscenizacyjnej.

Chorus Opera w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej. Na pierwszym planie Rafał Bartmiński. Fot. Krzysztof Bieliński

Partie Cania z I aktu Pajaców i Turiddu z Rycerskości wieśniaczej gościnnie śpiewają na zmianę Rafał Bartmiński (na zdjęciu) i Tadeusz Szlenkier. Fot. Krzysztof Bieliński
Chorus Opera w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej. Inscenizacja chóru w IV aktu Carmen. Fot. Krzysztof Bieliński

Inscenizację chóru z IV aktu Carmen (na zdjęciu) i wieńczącego przedstawienie Mazura ze Strasznego dworu uświetnia para profesjonalnych tancerzy. Fot. Krzysztof Bieliński

Śpiewacy Chóru Teatru Wielkiego – Opery Narodowej stanęli na wysokości zadania. Powstało przedstawienie, które jest ucztą i dla ucha, i dla oka. Wizualnie uatrakcyjniają je projekcje wideo i reżyseria świateł.
Byłam pewna, że to dobrze wyjdzie. Należę do tych, którzy cenią chórzystów operowych za wszechstronność. W odróżnieniu od chórzystów filharmonicznych, który wyłącznie śpiewają – operowi zawsze mają większe lub mniejsze zadania aktorskie, a bywa że i taneczne. I tak też jest w Chorus Operze.
Spektakl ten daje możliwość ośmiorgu artystom chóru zaprezentowania się w partiach solowych, co zdarza się i w innych przedstawieniach. Czasem są to tylko krótkie sola, ale bywa, że chórzysta bądź chórzystka są „wyjmowani” z zespołu do całkiem długiego solowego śpiewania. Nie można zapominać, że chórzyści są absolwentami tych samych wydziałów wokalno-aktorskich, co soliści.
Publiczność pierwszego po premierze przedstawienia (na którym byłam) nagrodziła wykonawców kilkuminutową owacją na stojąco. Jak najbardziej zasłużoną!

Segregator Aliny Ert-Eberdt

realizacja: estinet.pl