Bo się boi – recenzja

Bo się boi – recenzja

Bo się boi – recenzja. Horror z elementami komedii. Scenariusz i reżyseria Ari Aster. W roli głównej Joaquin Phoenix. Premiera światowa 20 kwietnia 2023, polska – już następnego dnia.
Polscy widzowie mogli obejrzeć najnowszy film Astera również przedpremierowo, w dniu premiery amerykańskiej, na blisko stu seansach w całej Polsce!

Bo się boi. Film Ariego Astera z Joaquinem Phoenixem w roli głównej

Joaquin Phoenix w Bo się boi
Bo się boi – to coś dla zwolenników humoru absurdalnego. Oficjalnie Bo się boi został sklasyfikowany jako horror, z tym że Ari Aster przeformował ten gatunek według własnego widzenia. Oparł tę historii na nerwicy lęków, która, jak wiemy z życia, też budzi przerażenie, i to nie tylko u nękanych tą przypadłością, również u osób postronnych, które są świadkami takich zachowań czy nawet tylko o nich słyszą.
Główny bohater, dojrzały mężczyzna, zewsząd czuje zagrożenie. Przez pierwsze co najmniej pół godziny tego trzygodzinnego filmu – jak dla mnie, zdecydowanie za długiego – nie sposób się zorientować, czy to konwencja horroru, czy raczej film psychologiczny, w którym oglądamy rojenia chorego człowieka.

W polskim tytule, będącym prawie dosłownym tłumaczeniem oryginalnego (Beau Is Afraid) jest gra słów – imię Beau wymawia się po amerykańsku Bo.

Amerykanom Bo się boi bardzo się podoba. Po przedpremierowym pokazie 1 kwietnia br.  w mediach społecznościowych dominował zachwyt. Z wpisów wynika, że film nikogo nie zostawia obojętnym. Niejedna scena powoduje wstrzymanie oddechu, niejedna wywołuje śmiech i niejedna wyciska łzy. Przytoczyłam te opinie, żeby zobiektywizować moją, bowiem nie podzielam do końca tego zachwytu. Wprawdzie zaśmiałam się kilka razy, a raz nawet uroniłam łezkę, ale też wielokrotnie spoglądałam na zegarek, nie mogąc się doczekać końca. Za dużo scen zostało zrealizowanych pod publiczkę. Bez nich główna nić narracji niczego by nie straciła, a zyskała na przejrzystości.
Bo się boi ma kilka sekwencji w scenerii rysunkowej

Urozmaiceniem długiego seansu jest kilka sekwencji w scenerii rysunkowej

Wygląda na to, że reżyser jest tak bardzo zachwycony swoimi pomysłami, że żal mu zrezygnować z każdej nakręconej przez siebie sceny. I nie poznał jeszcze prawdy, że lepsze jest wrogiem dobrego. A gdy jedno i drugie wkłada się do tego samego filmu – wywołuje to u widza przesyt.

Bo się boi plakat

Phoenix zagrał postać w trzech okresach życia
Mimo to warto wytrwać do końca seansu Bo się boi. Z dwóch powodów. Pierwszym jest kreacja oscarowego Joaquina Phoenixa (przypomnę; Oscara dostał za rolę w Jokerze Todda Phillipsa, a wkrótce zagrał równie udaną rolę w C’mon C’mon Mike’a Millsa). Rola Beau Wassermanna, mężczyzny z pokiereszowaną psychiką, dorównuje wyżej wymienionym, a według niektórych je przewyższa. Amerykańscy krytycy uznali to ostatnie wcielenie aktora za jedno z najbardziej zapadających w pamięć z jego portfolio.
Drugim powodem są zdjęcia Pawła Pogorzelskiego – można powiedzieć stałego współpracownika Astera. Pogorzelski był operatorem jego dwóch poprzednich filmów. A Bo się boi jest dopiero trzecim filmem w dorobku Astera. Wizualnie Bo się boi jest filmem zachwycającym. Ostatnia sekwencja to operatorski majstersztyk. Do tego olśniewającego efektu przyczyniła się też scenografia.
Jeżeli nie zniechęca Was perspektywa spędzenia trzech godzin w sali kinowej na filmie, który nie każdemu przypadnie do gustu – dla kreacji Phoenixa i zdjęć Pogorzelskiego można ten czas poświęcić.


Midsommar. W biały dzień
– recenzja poprzedniego filmu Ariego Astera

Segregator Aliny Ert-Eberdt

realizacja: estinet.pl